Dlaczego projektuję domy?

13 / 06 / 2020

Co może być ciekawego w projektowaniu domów i wnętrz? Czyli o tym jak odnalazłam swój życiowy cel.

Jak to się zaczęło?

Jako dziecko bardzo lubiłam rysować. Mój dziadek był projektantem sanitarnym, pracował w biurze projektowym i częstował mnie kartkami z projektami, wtedy nie było mowy o wyrzucaniu papieru, którego czystą stronę można było wykorzystać. Potrafiłam siedzieć przy dziadku i długo patrzeć jak kreśli rapidografem. Zawsze podobała mi się precyzja z jaką rysuje, proste linie, przejrzystość rysunku.

Miałam swój stosik kartek, przy nim długopisy, ołówki, linijki i inne przyrządy. Głównie rysowałam domy i ogrody przy nich. Zawsze z komina leciał dym. Domy były przeróżne, miały ciekawe płoty, dachy i niestandardowe okna. Na ogrodzie zawsze stała szczęśliwa rodzina, zwierzęta i kilka drzew owocowych. Jako kilkuletnia dziewczynka myślałam, że wszystkie dzieci rysują tylko domy.

Moje linie od dziecka były proste, a o mojej niechęci do kolorowania szablonów z kreskówek wiedzieli wszyscy wokół mnie. Nie chciałam rysować z ramach. Uzbierane pieniądze wydawałam na różnego rodzaju ołówki i cienkopisy. Wtedy nawet myślałam, że jak będę dorosła, to otworzę sklep plastyczny.

Na spacerach chodziłam i oglądałam wszystkie budynki. Piękne szczecińskie kamienice i witryny. Podobały mi się głównie przedwojenne wille, o harmonijnych proporcjach. Wyobrażałam sobie metamorfozy domów, które nie spełniały moich wymagań estetycznych. Od tamtej pory byłam przekonana, że będę architektem, że architekt projektuje domy. Takie miałam wyobrażenie dziecka…

Po drodze coś się zagubiło…

Potem przyszedł czas na szkołę, w której jak każdy uczyłam się podstaw wszystkiego. Było coraz mniej czasu na swobodne rysowanie, spacery z dziadkami. Trzeba było realizować tok nauki, jak wszyscy. Nie lubiłam innych prac plastycznych ani wyklejania, kolorowania ani rysowania zwierzątek. Moje rysunki zawsze były geometryczne, linearne, tworzące swobodne kompozycje. Wtedy tego nie widziałam, dla innych to były tylko linie. Przestałam myśleć o tym co mnie interesowało jako dziecko, w czym potrafiłam się zatracić.

W szkole żaden przedmiot nie był tym, który mnie szczególnie interesował. Wszystkie marginesy i luźne kartki były zakreślone formami, kreskami i kompozycjami. Potrafiłam łączyć kolory, faktury, kształty w całość. Żadna krzywizna mi nie umknęła, a przechadzając się po mieście i widząc obojętność na estetykę ulic i budynków wpadałam w gorszy nastrój. Nie mogłam pojąć, że inni tego nie widzą.

Czułam, że to wszystko to moja wada. Za dużo widzę mankamentów, a to do niczego mi się w życiu nie przyda. Wręcz przeciwnie. Mijały lata, a ja nie widziałam jaki zawód powinnam wykonywać. Poza architekturą nie interesowało mnie zbyt wiele, ale w samej architekturze też widziałam głównie proporcje, kompozycje niż sztukę budowlaną, konstrukcję i przepisy. Wiedziałam, że idę w dobrym kierunku, ale wtedy nie miałam jasno określonego celu.

Po studiach przyszła szara rzeczywistość

Pierwsza praca na studiach zapowiadała się obiecująco. Tworzyłam koncepcje, mogłam kreować przestrzenie. Niestety nie było tutaj kontaktu z klientem, a ja nie wiedziałam dla kogo właściwie projektuję. Minęło kilka lat pracy, coraz bardziej zagłębiałam się w projekty techniczne, przepisy, coraz mniej w twórczą, kreatywną pracę. Sen o tworzeniu dla ludzi stał się mitem. Projektowałam systemy przeciwpożarowe, duże hotele, wieżowce, biurowce. Właściwie w biurach spełniało się wyśrubowane wymagania deweloperów. Zaczęłam wątpić, czy chcę w ogóle tworzyć budynki, skoro się w tym nie realizuję. Nie mogłam zrozumieć, że skoro od dziecka chciałam być architektem, to mogłam tak bardzo się pomylić. Światowej sławy architekci byli dla mnie niedoścignionym wzorem, bohaterami wielkich budynków. Tak naprawdę nawet nie chciałam ich gonić.

Zrezygnowałam z dobrze płatnej i stabilnej pracy w dużym biurze projektowym. Szefowi powiedziałam, że czuję, że to nie dla mnie, że chciałabym…projektować domy.

„Będziesz projektować domki?” – zapytał z niedowierzaniem, jakbym była niespełna rozumu.

I to pytanie, nasunęło najpiękniejszą odpowiedź w moich życiu. Z samego środka mnie, radosny głos krzyknął w głębi:

„Taaaak! Chcę projektować domy!” Jakby siedziała we mnie ta mała Ewa, uciszona przez lata, czekająca, aż ją zauważę. Bo przecież wartościowe było to, co duże i prestiżowe. Bo moją wartość człowieka = osiągnięte duże cele, które inni uznają za szanowane. Bo architektura musi być wielka, bo domki są dla niespełnionych, słabych projektantów, bo nikt nie zaufa im na tyle, żeby projektowali rzeczy „wielkie” Smutne, ale tak mi się wydawało.

Nie mam projektów, nie ma pracy

Od teraz miało być wszystko pięknie i jak z bajki. Przecież wiem, co chcę robić, wystarczy, że to zrobię. Założyłam pracownię. Poszukałam informacji jak robią to inni. Od czego zacząć. Powstało kilka pierwszych projektów, czułam niepewność. Nie było płynności zleceń. Projektowałam, tak jak się powinno projektować, jak mnie nauczono. Brakowało w moim projektowaniu, cząstki unikalności mnie. Szukałam jej, bo odczuwałam, że nie wyrażam siebie w pełni w tym co robię. Marzyłam o projektowaniu domów, ich wnętrz, elewacji. Wszystko jako jeden organizm. Doskonale zintegrowany od funkcjonalności, poprzez proporcje, estetykę i to wrażenie, że dobrze będzie się z nim mieszkać.

Usłyszałam właściwe pytania

W końcu trafiłam na osoby, które zauważyły, że to co robię jest unikalne. Zobaczyły coś, czego ja sama nie widziałam. Był to proces badania potrzeb, dzięki któremu potrafię dotrzeć do tego co naprawdę ważne. Przez lata robiłam to intuicyjnie, zadawałam właściwe pytania, które pozwalały wydobyć Wasze prawdziwe potrzeby i problemy. Po to, żeby znaleźć na nie rozwiązania. Sami, żyjąc w utartych przez lata schematach funkcjonowania nie jesteśmy w stanie ich często zauważyć. A skoro ich nie widzimy, to tym bardziej nie wiemy jak je rozwiązać.

Tak jak ja. Od dawna znałam odpowiedź na pytania co powinnam robić w życiu, w jaki sposób spełniam się i co daje mi radość. Ale nie potrafiłam sama dotrzeć do tego przez narzucone schematy. Dopiero, kiedy ktoś z boku spojrzał na mój sposób pracy, nakierował mnie na rozwiązania, które od zawsze były we mnie. Od zawsze chciałam projektować domy dla osób, z którymi mogę mieć bezpośredni kontakt i rozwiązać ich rzeczywiste problemy.

Każdy jest unikalny

Dzięki odpowiednim osobom na swojej drodze, ja odkryłam swoją życiową misję. Wystarczyło spojrzeć inaczej niż dotychczas na swoją pracę i indywidualne predyspozycje. Wiem, że każdy ma w sobie unikalne zdolności, dzięki którym, jeśli je odkryje, nie przepracuje już ani jednego dnia w swoim życiu.

Każdy rozwiązany przeze mnie problem w Twoim domu to dla mnie ogromna satysfakcja i spełnienie. Systematycznie udoskonalam metody, dzięki którym badam potrzeby i zadaję odpowiednie pytania. A potem układamy spójną wizję życia w nowym domu. Wierzę, że intuicyjnie wiesz, jakie rozwiązania są dla Ciebie najlepsze, a ja wiem jak sprawić, żeby dopuścić Twoją intuicję do głosu.

Mój Zespół – moja wizja

Misja mojej pracowni jest jedna: Twoje dobre samopoczucie w nowym domu. Mój Zespół Projektantów o tym doskonale wie i codziennie tworzy ze mną Wasze projekty, czerpiąc satysfakcję ze swojego rozwoju, czując spełnienie, kiedy jesteście zadowoleni z naszych rozwiązań, na które trudno wpaść samemu. Każdy projekt analizujemy wspólnie znajdując najlepsze odpowiedzi na Wasze pytania. Cieszę się, kiedy mogę dzielić się tą wiedzą z innymi, których misja jest zgodna z moją.

Dziękuję, że tu jesteś. Ten wpis jest dla mnie ważny. Jeśli czujesz, że nadajemy na tych samych falach i potrzebujesz naszego podejścia do projektowania, to z chęcią Ci pomożemy. Nasze podejście nie jest dla każdego, będzie wymagało Twojego zaangażowania.

Nie jesteś pewien czy się dogadamy? Nasza Sylwia parzy świetną kawę, przyjdź po prostu porozmawiamy i zdecydujesz. Nie znajdziesz mnie wiele w mediach społecznościowych, jeśli chcesz mnie poznać, wystarczy zadzwonić.

Coś, co Ciebie
zainspiruje

Nasza filozofia projektowania wnętrz

Moje podejście to również podejście mojego Zespołu. Kompleksowe i holistyczne. Pomagamy Tobie zamieszkać w domu, który zaspokaja wszystkie Twoje potrzeby. Nawet te, z których nie zdajesz sobie sprawy. Jak to robimy?

Czytaj więcej

Zrealizuj swój plan
razem z nami

„Szczęście człowieka nie jest uwarunkowane wielkimi sprawami,
ale małymi szczęśliwymi okolicznościami, które mają miejsce na co dzień.”

Meik Wiking Hygge. Klucz do szczęścia

Kontakt

Napisz do nas